top of page

Australia - dzika natura, ocean i miasta pełne życia

  • Zdjęcie autora: Marzena Lukasiewicz
    Marzena Lukasiewicz
  • 4 maj
  • 9 minut(y) czytania

Australia z Chicago - 24 godziny podróży na drugi koniec świata

Australia była jednym z tych miejsc, które przez lata wydają się bardziej snem niż realnym planem. Daleko. Bardzo daleko. Wyruszyliśmy z Chicago z ogromną ekscytacją i świadomością, że czeka nas prawdziwa wyprawa na drugi koniec świata. Lecieliśmy przez Vancouver, a cała podróż - razem z przesiadką - zajęła nam prawie 24 godziny.

Co ciekawe, wylecieliśmy w czwartek, a na miejscu byliśmy dopiero w sobotę rano. Piątek… po prostu zniknął gdzieś pomiędzy strefami czasowymi i oceanami. To dziwne uczucie, kiedy kalendarz nagle traci jeden dzień życia.


Do Australii dotarliśmy w kwietniu, czyli ich jesienią - i szczerze mówiąc, był to idealny moment na taką podróż. Temperatury w granicach 20-26°C sprawiały, że zwiedzanie było naprawdę komfortowe. Bez męczących upałów, bez pośpiechu szukania klimatyzacji. Idealna pogoda, żeby chłonąć miejsca, widoki i atmosferę.


Tym razem postawiliśmy na podróż w trochę innym stylu i Australię odkrywaliśmy, pływając na pokładzie Celebrity Edge. I muszę przyznać - to był świetny wybór na pierwszy kontakt z tym kontynentem. Cruise dawał idealny balans między odkrywaniem nowych miejsc a odpoczynkiem. Z jednej strony codziennie budziliśmy się w nowym miejscu, z drugiej mieliśmy komfort, odrobinę luksusu i możliwość zwolnienia tempa pomiędzy kolejnymi przystankami.


Nasza trasa obejmowała:

  • Sydney – gdzie zaczęliśmy i zakończyliśmy całą podróż

  • Melbourne

  • Eden

  • Adelaide

  • Kangaroo Island


Dzięki temu zobaczyliśmy sporą część południowo-wschodniej Australii, co - naszym zdaniem - jest naprawdę dobrym początkiem, żeby poczuć charakter tego kraju i kontynentu.

Przez 8 dni mieliśmy okazję zobaczyć ikoniczne miasta, dzikie plaże, potężne fale oceanu i krajobrazy, które momentami wyglądały wręcz nierealnie. Australia ma w sobie coś surowego i jednocześnie pięknego. Jest przestrzeń. Jest natura. Jest ten specyficzny luz, który czuć niemal wszędzie. No i oczywiście były też momenty, na które czeka się od dzieciństwa - zobaczenie kangurów i koali na żywo.


Sydney - ikona Australii

Sydney było naszym pierwszym i ostatnim przystankiem podczas tej australijskiej podróży.

Miasto od pierwszych chwil robi ogromne wrażenie. To miejsce, gdzie nowoczesność miesza się z historią, a wielkomiejska energia spotyka się z wodą, portem i niesamowitą przestrzenią. Sydney jest też najstarszym i największym miastem Australii. Historia europejskiego osadnictwa zaczęła się tutaj w 1788 roku, kiedy przypłynęła tzw. First Fleet z brytyjskimi skazańcami. Dziś trudno uwierzyć, że z kolonii karnej wyrosło jedno z najbardziej ikonicznych miast świata.


Najbardziej charakterystycznym symbolem miasta jest oczywiście Sydney Opera House -budynek, który wygląda spektakularnie dosłownie z każdej perspektywy. Z bliska zachwyca detalami i ogromem konstrukcji, z daleka staje się niemal częścią krajobrazu portu. Nieważne, czy patrzy się na nią z promu, promenady czy restauracji przy wodzie - trudno oderwać wzrok.


Mieliśmy też okazję zrobić tour wewnątrz opery i zdecydowanie warto. Można poznać fascynującą historię budowy, która trwała znacznie dłużej niż planowano i przez lata budziła ogromne kontrowersje. Projekt stworzył duński architekt Jørn Utzon, a sam dach inspirowany był podobno żaglami statków i kształtami muszli. W środku można zobaczyć niezwykły design sal koncertowych i dowiedzieć się, jak skomplikowane było stworzenie tej konstrukcji. Niestety nie mieliśmy czasu zobaczyć koncertu na żywo, ale jesteśmy pewni, że akustyka i atmosfera tego miejsca muszą robić ogromne wrażenie.


Ciekawostką dla osób, które lubią szukać wyjątkowych miejsc na zdjęcia, jest okolica przy wejściu do Hyatt Regency Sydney i pobliskim porcie. Przy odpowiednim ustawieniu można uchwycić niesamowity kadr, w którym Sydney Opera House odbija się w szklanych ścianach budynku hotelu. Efekt wygląda naprawdę wyjątkowo, to jedno z tych mniej oczywistych miejsc, które łatwo przegapić, a daje bardzo oryginalny kadr z Sydney.



Tuż obok znajduje się kolejna ikona miasta - Sydney Harbour Bridge. Monumentalny most od lat jest symbolem Sydney i jednym z największych stalowych łukowych mostów na świecie. Cały port wokół niego ma niesamowity klimat. Spacer promenadą był jednym z tych momentów, kiedy naprawdę chce się zwolnić i po prostu chłonąć atmosferę miasta. Dodatkowym smaczkiem był widok na nasz statek - Celebrity Edge - stojący w porcie i przypominający, że za chwilę ruszamy dalej odkrywać Australię.



Bardzo spodobało nam się też The Rocks - najstarsza historyczna dzielnica Sydney. Kamienne uliczki, stare budynki, małe kawiarnie, puby i luźna atmosfera sprawiają, że miejsce ma zupełnie inny klimat niż nowoczesne centrum miasta. To właśnie tutaj najlepiej czuć początki dawnego Sydney.

Odwiedziliśmy również Queen Victoria Building - przepiękny historyczny budynek z końca XIX wieku. Dziś mieści eleganckie sklepy i kawiarnie, ale sam środek wygląda bardziej jak pałac niż centrum handlowe. Witraże, kopuły, zegary i architektura robią ogromne wrażenie.



Jedną z rzeczy, które najbardziej zapamiętaliśmy z Sydney, był jednak sam spacer po mieście. Sydney ma wyjątkowy balans między nowoczesnymi wieżowcami a starszą architekturą. Miasto żyje, ale jednocześnie nie przytłacza.



Bondi Beach - australijski klimat, który zna cały świat

Nie mogło też zabraknąć wizyty na Bondi Beach - chyba najbardziej znanąej plaży Australii i jedno z tych miejsc, które od razu przywołują skojarzenia z australijskim stylem życia.

Kiedy tam byliśmy, trwała australijska jesień, więc było zdecydowanie spokojniej niż w szczycie sezonu. Ale nawet poza sezonem można było poczuć wyjątkową atmosferę tego miejsca. Surferzy w wodzie praktycznie od rana, ludzie spacerujący wzdłuż wybrzeża, kawiarnie pełne osób pijących kawę z widokiem na ocean i ten charakterystyczny luz, z którego słynie Australia.


Latem Bondi Beach całkowicie zmienia swoje oblicze i tętni życiem. Plaża zapełnia się tysiącami ludzi, odbywają się wydarzenia sportowe, spotkania przy zachodzie słońca i słynne surfingowe sesje, które stały się częścią kultury tego miejsca.


Spacerując po Bondi Beach łatwo zrozumieć, dlaczego to miejsce stało się symbolem australijskiego nadmorskiego stylu życia - swobodnego, aktywnego i bardzo blisko natury.



Gdzie nocowalismy?

Pierwszą noc spędziliśmy w Hyatt Regency Sydney, skąd mieliśmy świetny dostęp do Darling Harbour i całej promenady tętniącej życiem w sobotni wieczór. Restauracje, światła odbijające się w wodzie i atmosfera miasta sprawiły, że już pierwszego dnia poczuliśmy klimat Sydney.


Ostatnią noc naszej podróży spędziliśmy natomiast w Four Seasons Hotel Sydney - i był to absolutnie idealny finał tej wyprawy. Widok na operę, port i całe Sydney był dokładnie taki, o jakim marzyliśmy. Luksusowo, spokojnie i pięknie.

Ta noc była dla nas wyjątkowa również dlatego, że podczas tej podróży świętowaliśmy nasze 25-lecie ślubu. Hotel przygotował dla nas przepiękną niespodziankę - w pokoju czekała schłodzona butelka szampana, a łóżko było udekorowane płatkami róż. To był bardzo elegancki i jednocześnie niezwykle ciepły gest, który sprawił, że ten wieczór stał się jeszcze bardziej wyjątkowy.

Siedząc wieczorem przy oknie z widokiem na rozświetlone Sydney Opera House i port, mieliśmy poczucie, że trudno wyobrazić sobie piękniejsze zakończenie tej australijskiej przygody.



Eden - dzikie wybrzeże i natura Australii w najpiękniejszym wydaniu

Naszym pierwszym przystankiem po wypłynięciu z Sydney było Eden - niewielkie nadmorskie miasteczko położone na południowym wybrzeżu Australii.

I choć samo miasteczko jest stosunkowo małe i spokojne, to natura wokół niego robi ogromne wrażenie. To właśnie tutaj zaczęliśmy naprawdę czuć surowe piękno australijskiego wybrzeża - dzikie plaże, niekończące się klify, intensywnie błękitny ocean i ogromne przestrzenie, które momentami wyglądają tak, jakby człowiek był tam tylko dodatkiem do natury.


Spędziliśmy tutaj czas na trekkingu z przewodnikiem po Beowa National Park, trochę ruchu, świeże oceaniczne powietrze i widoki, które praktycznie co kilka minut zmuszały do zatrzymania się i robienia zdjęć.

Park słynie z niezwykle malowniczego wybrzeża i bogatej przyrody. Sama nazwa „Beowa” pochodzi z języka rdzennych mieszkańców regionu i oznacza „orka”. To nie przypadek - okolice Eden przez lata były znane z obserwacji wielorybów i mają bardzo ciekawą historię związaną z wielorybnictwem.


Mieliśmy okazję przejść część słynnego Pinnacles Trail w Beowa National Park - miejsca, gdzie dzika natura Australii pokazuje swoje najbardziej surowe i spektakularne oblicze.

Szlak prowadzi przez nadmorskie klify i wydmy aż do niezwykłych formacji skalnych zwanych Pinnacles - czerwonych i białych warstw piasku uformowanych przez tysiące lat przez wiatr, wodę i minerały. Po drodze rozciągają się widoki na turkusowy ocean, dzikie plaże i niekończące się wybrzeże, które wygląda jak zupełnie nietknięte przez człowieka.



Kangaroo Island -  spotkanie z australijską naturą twarzą w twarz

Kangaroo Island było dla nas jednym z najbardziej wyczekiwanych przystanków całej podróży. To właśnie tutaj mieliśmy okazję zobaczyć z bliska najbardziej ikoniczne australijskie zwierzęta.

Wyspa sama w sobie jest niezwykła. To trzecia największa wyspa Australii i miejsce często nazywane „zoo bez ogrodzeń”, ponieważ żyje tutaj ogromna ilość dzikich zwierząt i wiele terenów pozostało praktycznie nietkniętych przez człowieka. Kangaroo Island słynie z niesamowitej przyrody, dramatycznych wybrzeży i wyjątkowej bioróżnorodności.


Podczas pobytu odwiedziliśmy Kangaroo Island Wildlife Park, gdzie mogliśmy naprawdę blisko obcować ze zwierzętami. Karmienie kangurów z ręki było niesamowitym doświadczeniem - spokojne, ciekawskie i zupełnie nieprzestraszone podchodziły dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Jeszcze większe wrażenie zrobiły na nas koale. Mogliśmy je pogłaskać i zobaczyć z bardzo bliska ich charakterystyczne spokojne zachowanie. Co ciekawe, koale przesypiają nawet do 18–20 godzin dziennie, ponieważ ich dieta oparta na liściach eukaliptusa dostarcza bardzo mało energii. Na żywo wyglądają jeszcze bardziej uroczo niż na zdjęciach.

To było naprawdę wyjątkowe uczucie zobaczyć te zwierzęta w Australii - w miejscu, które jest ich naturalnym domem. Człowiek nagle uświadamia sobie, jak bardzo te symbole Australii są związane z tutejszą naturą i krajobrazem.



W trakcie zwiedzania Kangaroo Island odwiedziliśmy również Pennington Bay - miejsce, które zrobiło na nas ogromne wrażenie swoją dzikością i surowym pięknem.

I naprawdę trudno zapomnieć ten widok. Potężne fale rozbijające się o wybrzeże, turkusowa woda, ogromne przestrzenie i niemal całkowity brak ludzi sprawiają, że miejsce wydaje się niemal nietknięte przez cywilizację.

Pennington Bay słynie z niezwykle silnych fal i surowego oceanu, dlatego plaża jest bardziej miejscem do podziwiania natury niż do spokojnego pływania. To właśnie ten dziki charakter sprawia jednak, że miejsce ma tak niesamowity klimat.



Adelide - spokojniejsze oblicze Australii i winiarnie

Adelaide było dla nas zupełnie innym doświadczeniem niż tętniące życiem Sydney. Miasto ma spokojniejszy rytm, więcej przestrzeni i bardzo przyjemną atmosferę. Często nazywane jest jednym z najbardziej komfortowych miast do życia w Australii i słynie z dobrej jakości życia, kultury oraz pobliskich regionów winiarskich.

Adelaide zostało zaplanowane w XIX wieku jako „miasto-ogród”, dlatego do dziś pełno tu parków i zielonych terenów otaczających centrum. Spacerując ulicami, czuć ciekawy miks eleganckiej architektury, nowoczesnych budynków i spokojniejszego stylu życia niż w największych australijskich metropoliach.


Jednym z miejsc, które odwiedziliśmy w okolicy miasta, był Mount Lofty. To najwyższy punkt w paśmie Adelaide Hills i popularne miejsce widokowe niedaleko Adelaide. Z góry można zobaczyć panoramę miasta, wybrzeże oraz okoliczne wzgórza. To dobre miejsce, żeby zobaczyć, jak blisko natury położone jest Adelaide i jak dużo zielonych terenów otacza miasto.


Niedaleko znajduje się również Cleland Wildlife Park - miejsce, które daje możliwość bardzo bliskiego kontaktu z australijskimi zwierzętami. To właśnie tutaj po raz kolejny mogliśmy zobaczyć kangury i koale z bardzo bliska. Australia naprawdę potrafi sprawić, że człowiek znowu czuje się jak dziecko, kiedy nagle obok niego spokojnie przechadza się kangur albo kilka metrów dalej na drzewie śpi koala.

Adelaide i okolice pokazały nam bardziej spokojną, naturalną stronę Australii. Mniej pośpiechu, więcej przestrzeni i natura praktycznie na wyciągnięcie ręki.



Melbourne - miasto kultury, kawy i wyjątkowego klimatu

Melbourne miało zupełnie inny klimat niż pozostałe miasta, które odwiedziliśmy podczas tej podróży. Już po kilku godzinach można było poczuć, że to miejsce żyje kulturą, sztuką, kawą i kosmopolitycznym stylem życia.

Melbourne często uznawane jest za kulturalną stolicę Australii. Słynie z galerii sztuki, muzyki, street artu, klimatycznych uliczek i jednej z najlepszych kultur kawowych na świecie. To właśnie tutaj kultura specialty coffee rozwinęła się na ogromną skalę i dla wielu mieszkańców kawa jest niemal codziennym rytuałem.

Nasze zwiedzanie zaczęliśmy od Shrine of Remembrance - jednego z najważniejszych miejsc pamięci w Australii. Monument został zbudowany po I wojnie światowej ku pamięci australijskich żołnierzy i do dziś jest bardzo ważnym symbolem narodowym.

Samo miejsce robi ogromne wrażenie swoją monumentalną architekturą, ale równie piękny jest widok, który rozciąga się stamtąd na panoramę Melbourne. To właśnie tam po raz pierwszy naprawdę zobaczyliśmy skalę miasta - nowoczesne wieżowce kontrastujące z historyczną zabudową i ogromną ilością zieleni.



Kolejnym przystankiem były Royal Botanic Gardens Victoria - przepiękne ogrody botaniczne położone praktycznie w samym centrum miasta. Trudno uwierzyć, że kilka minut od ruchliwych ulic można znaleźć tak spokojne i zielone miejsce.

Ogrody zajmują ogromny teren i można znaleźć tam tysiące gatunków roślin z całego świata. Spacerując alejkami, mieliśmy momentami wrażenie, jakbyśmy na chwilę uciekli z miasta i znajdowali się w środku dżungli.



Popołudnie spędziliśmy po prostu spacerując ulicami miasta - i właśnie wtedy Melbourne pokazało nam swój prawdziwy charakter.

Klimatyczne uliczki pełne małych kawiarni, zapach świeżo mielonej kawy unoszący się praktycznie na każdym rogu, street art ukryty pomiędzy budynkami i mieszanka nowoczesnej oraz wiktoriańskiej architektury tworzą niesamowitą atmosferę.

Zatrzymywaliśmy się w małych kawiarniach, obserwowaliśmy ludzi i chłonęliśmy atmosferę miasta. Melbourne ma w sobie coś bardzo europejskiego, a jednocześnie nadal czuć tutaj luz i charakter Australii.



Podróż na pokładzie Celebrity Edge – komfort i widoki

Podczas tej podróży Australię odkrywaliśmy na pokładzie Celebrity Edge i z perspektywy całego wyjazdu możemy śmiało powiedzieć, że był to świetny sposób na poznawanie tego kontynentu.

Taki styl podróżowania daje ogromny komfort. Budzisz się codziennie w nowym miejscu, bez ciągłego pakowania walizek, lotów wewnętrznych czy wielogodzinnych przejazdów. W ciągu dnia można zwiedzać kolejne miasta i wyspy, a wieczorem wrócić do swojej kabiny, zjeść dobrą kolację i oglądać ocean z pokładu statku.


Sam statek robi ogromne wrażenie nowoczesnym designem i ilością przestrzeni. Na pokładzie znajdowały się restauracje, kawiarnie, strefy relaksu, baseny, wieczorne show i miejsca, gdzie można było po prostu usiąść z kawą i patrzeć na ocean. Mimo dużej liczby pasażerów statek był zaprojektowany tak, że często można było znaleźć spokojne miejsca tylko dla siebie.



Tym razem zdecydowaliśmy się na kabinę znajdującą się na końcu statku - i to był naprawdę świetny wybór, który zdecydowanie możemy polecić. Pokój okazał się wyraźnie większy niż standardowe kabiny, ale największą różnicę robił balkon. Był prawie dwa razy większy od zwykłych balkonów, dzięki czemu spędzaliśmy tam naprawdę dużo czasu. Poranna kawa z widokiem na ocean, wpływanie do kolejnych portów czy wieczorne zachody słońca oglądane praktycznie bez żadnych przeszkód - to były jedne z najpiękniejszych momentów całego rejsu.

Tego typu podróż ma też jeszcze jedną dużą zaletę - pozwala zwolnić. Pomiędzy intensywnym zwiedzaniem pojawia się czas na odpoczynek, spokojne śniadania, obserwowanie oceanu i po prostu bycie tu i teraz.



I chyba właśnie dlatego taki sposób podróżowania tak dobrze pasował do Australii - ogromnej, różnorodnej i momentami wręcz nierealnej w swojej przestrzeni.




Komentarze


Powered and secured by Wix

bottom of page