top of page

Bali - od duchowości po rajskie plaże

  • Zdjęcie autora: Marzena Lukasiewicz
    Marzena Lukasiewicz
  • 20 sie 2025
  • 10 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 30 lis 2025

Bali od dawna kojarzyło nam się z miejscem magicznym – wyspą, gdzie natura spotyka się z duchowością, a codzienność przeplata się z tradycją. To właśnie tam spełniliśmy jedno z naszych podróżniczych marzeń korzystając z zorganizowanej wycieczki. Była to jedyna tego typu podróż, na którą się zdecydowaliśmy, i musimy przyznać, że organizacja była dopięta na ostatni guzik. Biuro, które przygotowało tę wyprawę, niestety już nie istnieje, ale wspomnienia, które z nami zostały, są bezcenne.


Podczas naszego pobytu udało nam się odkryć cztery zupełnie różne oblicza wyspy. Każdy region oferował coś wyjątkowego i niepowtarzalnego – od duchowego i artystycznego Ubud, przez spokojny i nadmorski Sanur, surowe piękno Nusa Penida, aż po luksusowe plaże Nusa Dua. Dzięki temu mogliśmy zobaczyć Bali w pełnym świetle – różnorodne, bogate w tradycje i niezmiennie urzekające.


Dzień pierwszy – kultura i duchowość


Ubud – serce kultury Bali

Ubud od pierwszych chwil otulił nas spokojnym, a jednocześnie intensywnie żywym klimatem. To tutaj spędziliśmy większość naszego pobytu – cztery dni, zanurzając się w kulturę, codzienność i tradycje mieszkańców. Pierwszy dzień okazał się prawdziwą podróżą w głąb balijskiej duszy. Odwiedziliśmy lokalną szkołę, gdzie dzieci przywitały nas śmiechem i niegasnącą ciekawością. Potem mieliśmy okazję wejść do prywatnego domu balijskiej rodziny i zobaczyć, jak wygląda życie na wyspie od środka – pełne prostoty, ale też niezwykłej harmonii z naturą. Uczestniczyliśmy w procesji prowadzącej do świątyni, niosącej ze sobą zarówno dźwięki gamelanu, jak i kolorowy rytuał duchowości. Balijski posiłek podany na liściach bananowca, pola ryżowe otaczające drogę oraz pokaz tradycyjnego tańca sprawiły, że dzień ten stał się prawdziwym spotkaniem z esencją wyspy, jej barwami, smakami i duchowością.

Ubud zaskakuje jednak nie tylko duchowością i kulturą, ale też codziennym, tętniącym życiem. Ulice pełne są skuterów, które poruszają się jak jeden zgrany mechanizm, tworząc rytm miasta. Na każdym kroku kusi oferta masaży i spa, które pozwalają odpocząć i zanurzyć się w błogim relaksie. W małych sklepikach i na lokalnych targach można znaleźć oryginalne pamiątki – od rękodzieła po sztukę tworzoną przez miejscowych artystów. Wszystko to dopełnia niezwykła gościnność mieszkańców, którzy z uśmiechem i serdecznością sprawiają, że Ubud staje się miejscem, do którego chce się wracać.



Sacred Monkey Forest Sanctuary

Pod koniec pierwszego dnia trafiliśmy do Sacred Monkey Forest Sanctuary – magicznego miejsca, w którym dzika przyroda przenika się z duchowością. To gęsty, tropikalny las zamieszkany przez setki makaków, które swobodnie biegają między świątyniami i starożytnymi rzeźbami porośniętymi mchem. Obserwowanie ich psot, balansowania na gałęziach i interakcji z turystami było fascynującym doświadczeniem, ale też przypomnieniem, że to my jesteśmy gośćmi w ich świecie. Atmosfera tego miejsca – mistyczna, trochę dzika, a jednocześnie spokojna – idealnie zamknęła nasz pierwszy dzień w Ubud.



Dzień drugi – tarasy ryżowe i duchowe doświadczenia


Tegalalang Rice Terrace

Drugi dzień rozpoczęliśmy od Tegalalang Rice Terrace – tarasów ryżowych, które falują niczym zielone fale na wzgórzach. To jedno z najbardziej ikonicznych miejsc na Bali, ale na żywo robi wrażenie jeszcze większe niż na zdjęciach. Oprócz spaceru wśród pól ryżowych zdecydowałam się na przygodę na słynnej huśtawce nad tarasami. Wypożyczyłam długą, czerwoną sukienkę, a lokalni fotografowie i operatorzy zadbali o to, aby każdy moment wyglądał jak kadr z filmu – zrobili mi mnóstwo zdjęć i nagrali dynamiczne filmy, które oddają radość chwili i piękno krajobrazu.



Tirta Empul - Balijskie rytuały oczyszczenia

Następnym przystankiem była świątynia Tirta Empul, słynąca z rytuału oczyszczania w świętych źródłach. To miejsce emanuje spokojem i duchowością – woda płynie tu od setek lat, a wierni zanurzają się pod kolejnymi strumieniami, prosząc o oczyszczenie duszy i ciała. Obserwowanie tego rytuału i samego miejsca, otoczonego bujną zielenią, było doświadczeniem, które pozwalało zwolnić, zatrzymać się i poczuć, jak ważna jest duchowość w balijskiej kulturze.



Segara Windhu Luwak Coffee - przystanek na kawę

Kolejnym punktem była plantacja Segara Windhu Luwak Coffee. To właśnie tutaj mogliśmy poznać proces powstawania jednej z najbardziej wyjątkowych kaw świata – kopi luwak. „Kopi” w języku indonezyjskim oznacza kawę, a „luwak” to cyweta palmowa, niewielkie nocne zwierzę, które odgrywa kluczową rolę w powstawaniu tego napoju. Zwierzęta te zjadają owoce kawowca, trawiąc jedynie miąższ, a ziarna przechodzą przez ich układ pokarmowy, gdzie zachodzi naturalna fermentacja. Później ziarna są zbierane, oczyszczane i prażone, dając w efekcie kawę o wyjątkowo łagodnym smaku, pozbawioną typowej goryczy, z nutami karmelu i czekolady. Mieliśmy okazję nie tylko spróbować tej kawy, która uznawana jest za jedną z najdroższych i najbardziej wyjątkowych na świecie, ale też z bliska obserwować cały proces jej powstawania – od owocu kawowca aż po aromatyczną filiżankę.



Ubud Palace i balijska opowieść

Wieczorem wróciliśmy do centrum Ubud, aby odwiedzić Ubud Palace – dawne miejsce rezydencji królewskiej. Pałac zachwyca architekturą, pełną ornamentów i detali charakterystycznych dla balijskiej sztuki. Jednak prawdziwym finałem dnia było przedstawienie balijskiego tańca, które odbywało się na dziedzińcu. Tancerze, w barwnych strojach i z precyzyjnymi, pełnymi symboliki ruchami, opowiadali historię zaczerpniętą z mitologii. To było niezwykłe przeżycie – teatr, muzyka i taniec połączone w jedno, ukazujące, jak głęboko sztuka wpisana jest w codzienność mieszkańców Bali.



Dzień trzeci – wodospady, świątynia nad jeziorem i zielone tarasy


Nungnung Waterfall - Potęga natury

Poranek rozpoczęliśmy od wyprawy do Nungnung Waterfall – jednego z mniej oczywistych, a przez to bardziej kameralnych miejsc na Bali. Aby dotrzeć do wodospadu, trzeba było pokonać setki schodów prowadzących w dół w stronę gęstego lasu tropikalnego. Już sam spacer był przygodą, a szum coraz bliższego wodospadu budował napięcie. Kiedy stanęliśmy u jego podnóża, poczuliśmy potęgę natury – woda spadała z ogromną siłą, tworząc mgiełkę unoszącą się w powietrzu i dającą orzeźwienie w gorącym, balijskim klimacie. To miejsce miało w sobie dzikość i spokój jednocześnie, jakby czas tam zwalniał.



Ulun Danu Beratan Temple - perła w sercu jeziora

Kolejnym punktem była świątynia Ulun Danu Beratan, jedna z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych na wyspie. Położona nad brzegiem jeziora Beratan, otoczona górami i często spowita lekką mgłą, wyglądała niczym kadr z pocztówki. Świątynia poświęcona bogini wody ma niezwykle harmonijną aurę – jej odbicie w tafli jeziora i dźwięki dzwonków rozwiewanych przez wiatr tworzyły atmosferę, którą trudno opisać słowami. To miejsce pokazało nam duchową stronę Bali, głęboko zakorzenioną w naturze i szacunku do żywiołów.



Jatiluwih Rice Terrace - harmonia pól i gór

Na zakończenie dnia trafiliśmy do Jatiluwih Rice Terrace – wpisanych na listę UNESCO tarasów ryżowych, które zachwycają swoim ogromem i symetrią. Rozciągające się po horyzont zielone wzgórza wyglądały jak żywy obraz malowany przez naturę i ludzkie ręce jednocześnie. Spacerując wśród pól ryżowych, mogliśmy podziwiać tradycyjny system irygacji subak, działający od setek lat. To właśnie tutaj najmocniej poczuliśmy, jak silna jest więź Balijczyków z ziemią i jak bardzo rolnictwo wpisane jest w życie codzienne.



Dzień czwarty – relaks w Sakti Garden Ubud

Po intensywnych dniach pełnych zwiedzania nadszedł czas na odrobinę wytchnienia. Cały nasz pobyt w Ubud spędziliśmy w Sakti Garden – przepięknym hotelu otoczonym zielenią, który stał się dla nas prawdziwą oazą spokoju. Czwartego dnia postanowiliśmy zostać na miejscu i w pełni nacieszyć się tym, co oferuje.

Poranek rozpoczęliśmy od zajęć jogi w otwartej sali, z widokiem na tropikalny ogród. Potem ja zostałam w hotelu i oddałam się błogiemu relaksowi przy basenie, zanurzając się w ciszy, słońcu i książce. Mirek natomiast wyruszył skuterem na wycieczkę po lokalnych, balijskich wioskach. Zatrzymywał się, by podziwiać rękodzieła mieszkańców – misternie rzeźbione drewniane przedmioty oraz wyroby z wikliny. Wracając, przywiózł ze sobą nie tylko piękne wspomnienia, ale i kilka oryginalnych pamiątek, które do dziś przypominają nam o tym dniu. Później przyszedł czas na wizytę w hotelowym spa, gdzie czekały na nas masaże, oczyszczające zabiegi i aromatyczne rytuały. Najbardziej zapadła nam w pamięć wspólna kąpiel w wannie wypełnionej kwiatami – z herbatą i delikatnymi aromatami, które dopełniały atmosferę pełną harmonii. Był to dzień, w którym mogliśmy zwolnić, zatroszczyć się o siebie i w pełni docenić balijski sposób rozumienia relaksu.



Dzień piąty – Sanur, spokojne oblicze Bali

Po kilku dniach spędzonych w klimatycznym i pełnym życia Ubud nadszedł czas, by odkryć inne oblicze Bali. Tego dnia wyruszyliśmy w stronę południowo-wschodniego wybrzeża, do Sanur – miejsca, które od razu uderza swoim spokojem i nadmorską atmosferą. Sanur to zupełnie inny rytm niż Ubud. Tu życie toczy się leniwiej, a głównym tłem codzienności jest ocean. Miasteczko zachwyca długą promenadą biegnącą wzdłuż plaży, pełną kawiarni, małych restauracji i urokliwych sklepików.



Pura Lempuyang – „Brama Niebios”

Następnie udaliśmy się do jednej z najsłynniejszych świątyń na wyspie – Pura Lempuyang, znanej jako „Brama Niebios”. To miejsce od lat przyciąga pielgrzymów i turystów nie tylko swoją duchową atmosferą, ale także widokiem, który zapiera dech – między monumentalnymi bramami rozciąga się panorama z majestatycznym wulkanem Agung w tle. Samo przebywanie tam miało w sobie coś wyjątkowego – cisza, modlitwy i poczucie, że to miejsce naprawdę łączy ziemię z niebem.

Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość, bo chętnych na słynne zdjęcie w „Bramie Niebios” jest mnóstwo – kolejki potrafią ciągnąć się nawet przez kilka godzin. Czekanie ma jednak swój urok, bo w tym czasie można spacerować po rozległym terenie świątyni, podziwiać rzeźby i schody prowadzące do kolejnych pawilonów, odpocząć w cieniu, a także spróbować lokalnych przekąsek lub kupić pamiątki od mieszkańców.

Warto też zdradzić małą tajemnicę fotografii z Pura Lempuyang. Słynne ujęcia, na których brama odbija się w wodzie, tak naprawdę nie są robione przy żadnym stawie czy lustrzanej tafli. Efekt uzyskuje się dzięki prostemu trikowi – lokalni fotografowie przykładają pod obiektyw telefonu kawałek szkła lub lusterka, tworząc iluzję wodnego odbicia. Rezultat jest naprawdę imponujący, a samo zdjęcie staje się jedną z najbardziej charakterystycznych pamiątek z Bali.



Tirta Gangga – królewski ogród wodny

Ostatnim przystankiem tego dnia był Tirta Gangga, dawny pałac królewski, dziś znany jako ogrody wodne. To labirynt basenów, fontann i stawów, w których pływają setki złotych ryb. Kamienne ścieżki wiją się między liliami wodnymi, a rzeźby strażników nadają miejscu bajkowego charakteru. Spacerując po ogrodach, czuliśmy się, jakbyśmy znaleźli się w świecie, w którym czas płynie wolniej, a harmonia między człowiekiem i naturą jest czymś naturalnym. Tirta Gangga urzeka spokojem i pięknem, będąc idealnym zakończeniem tego dnia.



Dzień siódmy – Nusa Penida, dzika perła Bali

Po pobycie w Sanur nadszedł czas na kolejną przygodę – dwa dni spędzone na wyspie Nusa Penida. Już sama podróż była wyjątkowa – szybka łódź zabrała nas przez błękitne wody oceanu na wyspę, która od pierwszych chwil zachwyciła swoją surowością i dzikim pięknem.

Zaraz po przypłynięciu na Nusa Penida postanowiliśmy nie spieszyć się od razu z dalszym zwiedzaniem, tylko nacieszyć chwilą. Spędziliśmy trochę czasu na jednej z plaż, gdzie mogliśmy poczuć niesamowity spokój tej wyspy, która ma zupełnie inny charakter niż Bali.

Później na tarasie niewielkiej, lokalnej restauracji z widokiem na ocean spróbowaliśmy świeżo wyciskanych soków i grillowanej ryby podanej w prosty, balijski sposób. Smak posiłku, połączony z widokiem bezkresnej wody, był wyjątkowy – prostota i autentyczność. To był idealny początek naszej przygody z Nusa Penida, zanim wyruszyliśmy w dalszą drogę ku słynnym klifom i punktom widokowym.



Atuh Beach – raj ukryty między klifami

Po chwili relaksu na pierwszej plaży wyruszyliśmy dalej, by odkryć jedno z najbardziej malowniczych miejsc na Nusa Penida – Atuh Beach. Na plażę prowadzi strome zejście po schodach, my jednak nie schodziliśmy na dół. Podziwialiśmy piękno tej plaż z punktów widokowych, skąd roztaczał się zapierający dech w piersiach krajobraz – długa zatoka otoczona skalistymi klifami i charakterystycznymi formacjami skalnymi wyrastającymi z oceanu.

Zatrzymaliśmy się też przy znanym domku widokowym, który stoi na krawędzi klifu. To właśnie tam zrobiliśmy sobie zdjęcia z panoramą Atuh Beach i dramatycznego wybrzeża w tle.



Diamond Beach – schody do raju

Kolejnym przystankiem była słynna Diamond Beach, której nazwa pochodzi od ogromnych, ostrych skał w kształcie diamentów wystających z turkusowej wody. Widok z góry już robił ogromne wrażenie, ale postanowiliśmy zejść na dół, by poczuć to miejsce z bliska. Schody wykute w stromym klifie prowadzące na plażę były dość wąskie i momentami wymagały odwagi, ale cała trudność wędrówki znikała, gdy tylko zbliżaliśmy się do białego piasku i szumu fal.

Na dole czekała na nas plaża niemal nietknięta przez turystów – szeroka, dzika i pełna potęgi oceanu. To jedno z tych miejsc, gdzie człowiek ma wrażenie, że znalazł się na końcu świata. Choć zejście było wyzwaniem, Diamond Beach zdecydowanie okazała się warta każdego kroku.



Dzień ósmy – poranek z balijskim akcentem i dzikie plaże


Nasz drugi dzień na Nusa Penida rozpoczął się w wyjątkowy sposób – od śniadania serwowanego w basenie, czyli słynnego floating breakfast w balijskim stylu. To doświadczenie, które na długo zostaje w pamięci. Wiklinowa taca unosząca się na wodzie wypełniona były świeżymi owocami, naleśnikami, tostami i tradycyjną balijską kawą. Całość wyglądała bajecznie, a jedzenie smakowało jeszcze lepiej, gdy mogliśmy cieszyć się nim, siedząc w ciepłej wodzie basenu i patrząc na egzotyczny ogród wokół. To był spokojny, celebracyjny początek dnia – idealny, by na chwilę zatrzymać się i nacieszyć chwilą w rytmie wyspy, zanim ruszyliśmy w dalszą drogę na kolejne przygody.



Broken Beach – naturalny cud wyspy

Po tym miłym akcencie rozpoczęliśmy dalsze zwiedzanie wyspy, a pierwszym punktem była słynna Broken Beach. To niezwykła zatoka otoczona skalnym łukiem, przez który woda oceanu przedostaje się do środka. Z góry wygląda to tak, jakby natura sama stworzyła ogromny amfiteatr wypełniony turkusową wodą.

Miejsce robi ogromne wrażenie – fale z hukiem uderzają o skały, a widok oceanu w tle potęguje majestatyczność tego krajobrazu. Nie można tu zejść na samą plażę, ale spacer wokół klifu daje niezapomniane wrażenia i pozwala zobaczyć Broken Beach z wielu perspektyw.



Kelingking Beach – słynny T-Rex

Kolejnym punktem naszej wyprawy była ikona Nusa Penida – Kelingking Beach. To miejsce znane z charakterystycznego klifu w kształcie dinozaura T-Rexa, który stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych widoków całej Indonezji. Zejście na plażę jest bardzo wymagające i strome, dlatego pozostaliśmy na górze, podziwiając widoki i robiąc pamiątkowe zdjęcia. Samo miejsce ma w sobie coś monumentalnego – jakby natura chciała pokazać swoją siłę w najpiękniejszej formie.

Po intensywnym dniu pełnym wrażeń udaliśmy się do lokalnej restauracji, gdzie w kameralnej atmosferze zjedliśmy pyszny posiłek. Patrząc jeszcze raz na ocean, żegnaliśmy się z Nusa Penida – wyspą, która oczarowała nas swoim dzikim pięknem, niezwykłymi widokami i spokojem. Wieczorem dotarliśmy do Nusa Dua, gdzie spędzaliśmy naszą ostatnią noc na Bali i czekała na nas uroczysta kolacja.



Dzień dziewiąty – eleganckie pożegnanie w Nusa Dua


Nusa Dua – spokój i luksus

To region znany z luksusowych resortów, zadbanych ogrodów i szerokich plaż o jasnym piasku. Po dniach pełnych przygód i odkrywania dzikich zakątków Bali, Nusa Dua przywitała nas spokojem, elegancją i nutą wyrafinowania. Ostatni dzień przeznaczyliśmy na relaks. Zostaliśmy w resorcie, by nacieszyć się ciszą i spokojem – leniwe spacery po egzotycznych ogrodach, kąpiele w basenie i chwile spędzone na plaży pozwoliły nam pożegnać się z wyspą w harmonii.



Pożegnalna uczta na plaży

Na sam koniec naszej podróży czekała nas jeszcze wyjątkowa niespodzianka – pożegnalna uczta z owocami morza serwowana prosto na plaży, przy zachodzie słońca. Stół ustawiony wprost na piasku, delikatny szum fal i niebo rozświetlone złotymi i różowymi barwami stworzyły niepowtarzalną scenerię. Na talerzach pojawiły się świeże ryby, krewetki, kalmary i homary, przygotowane w prosty, balijski sposób. Tak właśnie pożegnaliśmy Bali – w blasku zachodzącego słońca, z wdzięcznością za każdy dzień spędzony na tej magicznej wyspie i z obietnicą, że jeszcze kiedyś tu wrócimy.



Śladami magii Bali

Bali dało nam coś więcej niż odpoczynek – podarowało nam lekcję zachwytu nad naturą i spotkania z kulturą, która inspiruje na długo. Od duchowego i tętniącego życiem Ubud, przez spokojne wybrzeże Sanur, dziką i majestatyczną Nusa Penida, aż po eleganckie i pełne harmonii Nusa Dua – każdy etap miał swój niepowtarzalny charakter i coś wyjątkowego do zaoferowania.

Bali to miejsce kontrastów: z jednej strony żywe i dynamiczne ulice pełne skuterów, kolorowych targów i świątyń na każdym rogu, a z drugiej – cisza pól ryżowych, potęga wodospadów i spokój nad oceanem. To wyspa, gdzie duchowość splata się z codziennością, a natura przypomina o swojej sile i pięknie na każdym kroku.

Komentarze


Powered and secured by Wix

bottom of page