top of page

Toskania i północne Włochy samochodem - od Mediolanu do Wenecji

  • Zdjęcie autora: Marzena Lukasiewicz
    Marzena Lukasiewicz
  • 19 lip
  • 7 minut(y) czytania

Najpiękniejsze wspomnienia z tej podróży nie mają jednego adresu. To zakręt z widokiem na Alpy, espresso wypite na małym włoskim placu, wieczór z kieliszkiem lokalnego wina w kamiennej średniowiecznej wiosce i droga prowadząca do kolejnego miasta. Przez ponad tydzień podróżowaliśmy samochodem przez północne Włochy i Toskanię, zatrzymując się w miejscach, które po prostu nas zaciekawiły. Od nowoczesnego Mediolanu po spokojne uliczki Lucci, od kolorowych domów Cinque Terre po romantyczne kanały Wenecji - każdy dzień przynosił zupełnie inne krajobrazy i emocje. Zapraszamy Was na trasę, którą z przyjemnością przejechalibyśmy jeszcze raz.


Przełęcz Stelvio - jeden z najsłynniejszych górskich przejazdów Europy

Naszą podróż po północnych Włoszech rozpoczęliśmy od przejazdu przez Przełęcz Stelvio (Passo dello Stelvio) - jedno z najbardziej spektakularnych miejsc dla miłośników górskich tras. Położona na wysokości 2 757 m n.p.m., jest drugą najwyżej położoną utwardzoną przełęczą we Włoszech i jedną z najbardziej rozpoznawalnych dróg w całych Alpach. Słynie z 48 ciasnych serpentyn od strony miejscowości Prato allo Stelvio, które od lat przyciągają kierowców, motocyklistów i rowerzystów z całego świata. Każdy kolejny zakręt odsłaniał nowe panoramy - skaliste szczyty, zielone doliny i ośnieżone wierzchołki nawet latem. Trudno było przejechać dłużej niż kilka minut bez kolejnego postoju na zdjęcia. To właśnie z tej trasy pochodzą jedne z naszych ulubionych ujęć z całego wyjazdu. Niedaleko znajduje się również urokliwe Bormio, znane z term, narciarstwa i wielowiekowej historii, które jest doskonałą bazą wypadową do odkrywania tego regionu. Jeśli planujecie road trip po północnych Włoszech, przejazd przez Stelvio to atrakcja, której naprawdę nie warto pomijać - dla samych widoków warto nadłożyć kilka godzin drogi.



Mediolan - więcej niż stolica mody

Pierwszym większym przystankiem był Mediolan, gdzie spędziliśmy dwa dni. Choć większości osób kojarzy się przede wszystkim z modą i luksusowymi butikami, miasto ma znacznie więcej do zaoferowania. Spacer rozpoczęliśmy od imponującej katedry Duomo - jednej z największych gotyckich świątyń świata, której budowa trwała prawie sześć wieków. Tuż obok znajduje się elegancka Galeria Vittorio Emanuele II, pełna kawiarni i butików najbardziej znanych marek. Zobaczyliśmy również nowoczesną dzielnicę Porta Nuova z charakterystycznymi wieżowcami i słynnym Bosco Verticale - pionowym lasem porośniętym tysiącami drzew i krzewów. Kontrast pomiędzy historycznym centrum a nowoczesną architekturą robi ogromne wrażenie. Mediolan zachwycił nas także licznymi kościołami, klimatycznymi uliczkami oraz energią mieszkańców. To miasto, które świetnie łączy historię z nowoczesnością.



Cinque Terre - pięć kolorowych pereł Ligurii

Z Mediolanu ruszyliśmy w stronę wybrzeża do jednego z najbardziej malowniczych miejsc we Włoszech - Cinque Terre. To pięć niewielkich miejscowości wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO, położonych na stromych klifach nad Morzem Liguryjskim. Każda z nich ma swój niepowtarzalny charakter, a my zdecydowaliśmy się odwiedzić Manarolę - prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalną z całej piątki. Jej kolorowe domy, dosłownie przyklejone do skalistych klifów, od lat pojawiają się na najpiękniejszych fotografiach i pocztówkach z Włoch. Już po kilku minutach spaceru zrozumieliśmy, dlaczego to miejsce cieszy się tak ogromną popularnością. Wąskie uliczki, niewielki port, szum fal i spektakularne widoki tworzą wyjątkową atmosferę. Spacer zakończyliśmy przy słynnym punkcie widokowym, skąd można podziwiać panoramę całej miejscowości. Nie zabrakło również chwili na włoskie espresso i świeżą focaccię. Choć odwiedziliśmy tylko Manarolę, już ona wystarczyła, aby zrozumieć, dlaczego ten region jest uznawany za jedno z najpiękniejszych miejsc we Włoszech. Jeśli lubicie spektakularne widoki i klimatyczne miasteczka, Manarola zdecydowanie powinna znaleźć się na Waszej liście.



Pisa - słynna wieża i… to właściwie tyle

Kolejnym przystankiem była Pisa. Oczywiście największą atrakcją jest Krzywa Wieża, którą każdy zna z fotografii. Sam plac robi wrażenie i trudno odmówić mu uroku architektonicznego. Niestety podczas naszej wizyty było tam niezwykle tłoczno. Tysiące turystów ustawiających się do identycznych zdjęć sprawiały, że trudno było poczuć klimat tego miejsca. Oczywiście sami również zrobiliśmy obowiązkową fotografię z podtrzymywaniem wieży. Poza kompleksem Piazza dei Miracoli nie znaleźliśmy jednak zbyt wielu powodów, aby zostać tam dłużej. Dla nas była to raczej krótka przerwa w podróży niż miejsce, do którego chcielibyśmy wrócić. Jeśli będziecie w okolicy, warto zajrzeć, ale naszym zdaniem nie jest to punkt, dla którego warto planować osobny wyjazd.



Lucca - jedno z największych pozytywnych zaskoczeń

Znacznie większe wrażenie zrobiła na nas Lucca. To urokliwe średniowieczne miasto otoczone doskonale zachowanymi murami obronnymi. Właśnie po tych murach można spacerować lub jeździć rowerem. My postawiliśmy na zabawny kilkuosobowy rower, który okazał się świetnym sposobem na zwiedzanie. Lucca jest spokojna, pełna klimatycznych uliczek, niewielkich placów i lokalnych kawiarni. Nie ma tu tłumów znanych z największych włoskich miast, dzięki czemu można naprawdę poczuć włoską atmosferę. Miasto słynie również z licznych kościołów oraz placu Piazza dell'Anfiteatro, zbudowanego na ruinach starożytnego amfiteatru rzymskiego. To jedno z tych miejsc, które nie zawsze pojawia się na pierwszych stronach przewodników, a potrafi zachwycić najbardziej.



Nasza baza - Casa Fresca w Deccio di Brancoli

Przez kilka nocy mieszkaliśmy w Casa Fresca, położonej w maleńkiej średniowiecznej miejscowości Deccio di Brancoli wysoko w górach. Już sam dojazd był przygodą - wąskie serpentyny, miejscami tylko na szerokość jednego samochodu, wymagały pełnego skupienia. Kiedy jednak docieraliśmy na miejsce, wiedzieliśmy, że było warto. Kamienne domy, cisza, brak tłumów i niesamowite widoki tworzyły klimat, którego nie da się znaleźć w hotelach. To właśnie stąd codziennie wyruszaliśmy na zwiedzanie okolicznych atrakcji. Wieczory spędzaliśmy na tarasie z kieliszkiem włoskiego wina, obserwując zachód słońca nad górami. Zwolniliśmy tempo i mogliśmy naprawdę poczuć lokalny charakter Toskanii. Było to jedno z naszych ulubionych miejsc podczas całego wyjazdu.



Florencja - kolebka renesansu

Po opuszczeniu naszej górskiej bazy ruszyliśmy do Florencji. To miasto jest prawdziwym muzeum pod gołym niebem i miejscem narodzin renesansu. Spacerując jego ulicami, trudno uwierzyć, że tyle arcydzieł znajduje się dosłownie na wyciągnięcie ręki. Największe wrażenie zrobiła na nas monumentalna katedra Santa Maria del Fiore z charakterystyczną kopułą Brunelleschiego. Nie sposób pominąć również Ponte Vecchio - słynnego mostu pełnego niewielkich sklepików jubilerskich, który od wieków jest symbolem miasta. Jednym z punktów, którego zdecydowanie nie warto pomijać, jest Piazzale Michelangelo - taras widokowy oferujący najpiękniejszą panoramę całej Florencji. Dotarcie tam oznacza dość długi spacer i podejście pod górę, które podczas letnich upałów potrafi naprawdę dać się we znaki, ale widok wynagradza każdy wysiłek. Stojąc tam, można podziwiać czerwoną kopułę katedry, dachy historycznego centrum i wijącą się przez miasto rzekę Arno. Florencja zachwyca elegancją, sztuką i wyjątkową atmosferą.



Muzeum Ferrari i Bolonia

Po drodze odwiedziliśmy Muzeum Ferrari - obowiązkowy punkt dla każdego fana motoryzacji. Możliwość zobaczenia z bliska legendarnych samochodów, historii marki oraz bolidów Formuły 1 była ogromnym przeżyciem, szczególnie dla męskiej części naszej ekipy. Następnie dotarliśmy do Bolonii. Miasto słynie z charakterystycznych arkad, których łączna długość przekracza 60 kilometrów. Dawniej znajdowały się tu setki wysokich wież budowanych przez najbogatsze rodziny jako symbol prestiżu. Do dziś przetrwały przede wszystkim dwie - Asinelli i Garisenda - będące symbolem miasta. Bolonia zachwyca również pięknymi placami, czerwoną zabudową i doskonałą kuchnią. To właśnie stąd pochodzi słynny sos boloński, choć miejscowi znają go jako ragù alla bolognese.



Wenecja - miłość od drugiego spaceru

Naszym ostatnim dużym przystankiem we Włoszech była Wenecja. Pierwsze wrażenie nie było najlepsze - po wyjściu z vaporetto trafiliśmy prosto na zatłoczony Plac św. Marka. Chwilę później dotarliśmy również do słynnego Mostu Rialto, który podobnie jak plac był dosłownie wypełniony turystami. Tłumy ludzi skutecznie odbierały przyjemność zwiedzania. Wszystko zmieniło się jednak, gdy zaczęliśmy oddalać się od głównych atrakcji. Zagubiliśmy się w labiryncie wąskich uliczek, małych mostków i spokojnych kanałów. To właśnie tam odkryliśmy prawdziwą Wenecję. Każdy most prowadził do kolejnego uroczego zaułka, a małe restauracje i kawiarnie zachęcały do zatrzymania się na chwilę. Wenecja nie zachwyciła nas od razu, ale z każdą kolejną godziną zakochiwaliśmy się w niej coraz bardziej. To miasto najlepiej poznaje się bez mapy.



Budapeszt - idealne zakończenie podróży

Z Wenecji ruszyliśmy do Budapesztu, skąd następnego dnia mieliśmy lot powrotny do Stanów Zjednoczonych. Postanowiliśmy jednak wykorzystać ten czas na zwiedzenie miasta. Spacerowaliśmy po Wzgórzu Zamkowym, podziwiając panoramę Dunaju i charakterystyczny Most Łańcuchowy. Odwiedziliśmy również Basztę Rybacką, z której rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków na Parlament. Jednym z miejsc, które zrobiło na nas największe wrażenie, był pomnik „Buty na brzegu Dunaju”. Kilkadziesiąt żeliwnych par butów ustawionych wzdłuż rzeki upamiętnia tysiące Żydów zamordowanych zimą 1944-1945 przez węgierskich faszystów z organizacji Strzałokrzyżowców. Ofiary zmuszano do zdjęcia butów - w tamtych czasach były one cennym przedmiotem - a następnie rozstrzeliwano nad brzegiem Dunaju, skąd ich ciała wpadały do rzeki. To niezwykle poruszający i symboliczny pomnik, który skłania do refleksji i przypomina o tragicznych wydarzeniach II wojny światowej. Budapeszt zachwycił nas elegancją i wyjątkową atmosferą. Miasto świetnie łączy historię z nowoczesnością i zdecydowanie zasługuje na osobny wyjazd. Był to piękny finał naszej europejskiej przygody.



Podsumowanie

Nasz road trip po Toskanii i północnych Włoszech utwierdził nas w przekonaniu, że podróżowanie samochodem to jeden z najlepszych sposobów na odkrywanie tego regionu. Dawało nam pełną swobodę - mogliśmy zatrzymać się przy każdym punkcie widokowym, zmienić plany w ostatniej chwili, zboczyć z głównej trasy czy spędzić więcej czasu tam, gdzie naprawdę dobrze się czuliśmy. To właśnie te spontaniczne przystanki często okazywały się jednymi z najciekawszych momentów całego wyjazdu.


Podróżowaliśmy w lipcu, a więc w samym środku sezonu. Wysokie temperatury, które często przekraczały 35°C, sprawiały, że wielogodzinne zwiedzanie miast bywało naprawdę męczące. Do tego w najpopularniejszych miejscach, takich jak Pisa, Florencja czy Wenecja, spotykaliśmy ogromne tłumy turystów, które momentami odbierały przyjemność z odkrywania tych wyjątkowych miejsc.


Gdybyśmy mieli zaplanować tę trasę jeszcze raz, zdecydowanie wybralibyśmy wiosnę lub wczesną jesień. Łagodniejsza pogoda pozwala znacznie bardziej cieszyć się spacerami, a mniejsza liczba odwiedzających sprawia, że miasta pokazują swoje prawdziwe oblicze. Mimo letnich upałów był to jednak wyjazd pełen pięknych krajobrazów, wyjątkowej architektury, doskonałej kuchni i niezliczonych filiżanek włoskiego espresso. Każde odwiedzone miejsce miało własny charakter i zostawiło po sobie zupełnie inne wspomnienia. Jeśli marzycie o podróży łączącej góry, morze, historię i świetną kuchnię, road trip po Toskanii i północnych Włoszech to kierunek, który z czystym sumieniem możemy polecić.


Choć tę podróż odbyliśmy już w 2018 roku, przygotowując ten post z ogromną przyjemnością wróciliśmy do zdjęć i wspomnień z tamtych dni. To było świetne przypomnienie, jak różnorodne i piękne potrafią być Włochy. Tym bardziej cieszymy się, że już wkrótce ponownie tam wracamy - tym razem, aby odkrywać południowe Włochy. Z pewnością nie zabraknie nowych miejsc, smaków i historii, którymi podzielimy się z Wami na blogu.


Komentarze


Powered and secured by Wix

bottom of page