top of page

Las Vegas - więcej niż kasyna i neony - odkryj dzikie okolice

  • Zdjęcie autora: Marzena Lukasiewicz
    Marzena Lukasiewicz
  • 28 lip 2025
  • 5 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 30 lis 2025

Las Vegas to miejsce, którego nie da się pomylić z żadnym innym. Już samo lądowanie na tle rozświetlonej pustyni robi wrażenie, ale prawdziwa magia zaczyna się po wyjściu na ulicę. Miasto nigdy nie zasypia – dźwięki automatów, światła neonów, luksusowe hotele i niekończące się spektakle sprawiają, że Las Vegas ma w sobie coś uzależniającego. Główna aleja, Strip, to jak podróż przez cały świat w ciągu jednego wieczoru – od paryskiej wieży Eiffla, przez nowojorskie wieżowce, po kanały Wenecji. Klimat miasta, choć sztuczny i przerysowany, przyciąga swoją energią i atmosferą ciągłej zabawy. Vegas to również doskonała baza wypadowa – wokół znajduje się mnóstwo naturalnych atrakcji, parków narodowych i klimatycznych miasteczek, a bilety lotnicze z wielu miejsc są przeważnie bardzo przystępne. Byliśmy w Las Vegas już kilka razy i za każdym razem odkrywaliśmy coś nowego. Tym razem postanowiliśmy poświęcić więcej uwagi okolicy.



Seven Magic Mountains - tęczowe wieże na pustyni

Jednym z pierwszych miejsc, które odwiedziliśmy, było Seven Magic Mountains – instalacja artystyczna złożona z siedmiu ogromnych wież z kolorowych głazów, stojących samotnie pośród pustyni. Ten kontrast między surowym, pustynnym krajobrazem a jaskrawymi kolorami sprawia niesamowite wrażenie. Mimo że miejsce nie jest duże, jego surrealistyczny charakter i instagramowy potencjał przyciągają rzesze turystów. Najlepiej przyjechać tu wcześnie rano lub tuż przed zachodem słońca, kiedy światło dodatkowo podkreśla intensywność kolorów.



Nelson Ghost Town - duch Dzikiego Zachodu

Kolejnym przystankiem było Nelson Ghost Town – dawne miasteczko górnicze, które dziś wygląda jak scenografia z westernu. Pełno tu starych samochodów, zardzewiałych maszyn, opuszczonych budynków i przedmiotów, które wyglądają, jakby czas się dla nich zatrzymał. Właściciele zadbali o to, by zachować autentyczny klimat tego miejsca, dzięki czemu spacerując jego uliczkami, można poczuć się jak odkrywca sprzed stu lat. Nelson to nie tylko atrakcja turystyczna, ale też lekcja historii i przypomnienie o gorączce złota, która kiedyś tętniła życiem te rejony.



Rhyolite Ghost Town - ruiny i sztuka pośrodku pustyni

Rhyolite Ghost Town położone jest już po drugiej stronie granicy – w Nevadzie, niedaleko wejścia do Doliny Śmierci. To kolejne opuszczone miasteczko, jednak znacznie większe i bardziej surowe w odbiorze. Znajdują się tu pozostałości po szkołach, bankach i domach, które zostały porzucone, gdy złoża złota się wyczerpały. Ruiny mają w sobie coś tajemniczego i melancholijnego. Wrażenie to potęgują niezwykłe rzeźby znajdujące się tuż obok, na terenie Goldwell Open Air Museum – plenerowej galerii sztuki założonej przez grupę artystów, z których najbardziej znanym był Albert Szukalski. Zasłynął on swoją interpretacją „Ostatniej Wieczerzy”. Jego dzieło to seria naturalnej wielkości postaci wykonanych z gipsu i owiniętych w tkaninę, co nadaje im niemal duchowy, widmowy wygląd – jakby wyłaniały się z piasku i mgły. Sztuka zestawiona z rozpadającymi się budynkami tworzy wyjątkową atmosferę – na granicy jawy i snu. To miejsce, które zostaje w pamięci na długo i wywołuje refleksję nad przemijaniem, cywilizacją i samotnością.



Dolina Śmierci w Kalifornii - cisza i przestrzeń

Kulminacją naszej wyprawy była całodniowa wycieczka do Death Valley w Kalifornii – miejsca, które potrafi zachwycić i onieśmielić jednocześnie. To jedna z najbardziej ekstremalnych krain na Ziemi: najgorętsza, najsuchsza i posiadająca najniżej położony punkt w Ameryce Północnej. Ale wbrew nazwie, Dolina Śmierci nie jest martwa. To surowe, fascynujące miejsce, jest pełne kontrastów i zaskakującego piękna. Już sama droga do doliny jest wyjątkowa – serpentyny przecinające pustkowia, zmieniające się kolory skał, przestrzeń tak rozległa, że wydaje się nie mieć końca. Poczucie izolacji i bliskości natury towarzyszy przez cały dzień. Każdy przystanek to zupełnie inny krajobraz: raz są to słone równiny, innym razem kolorowe wzgórza, ruchome wydmy lub kaniony wyrzeźbione przez tysiące lat. To miejsce uczy pokory – temperatury w lecie przekraczają tu 50°C, deszcz niemal nie pada, a mimo to przyroda wciąż walczy o przetrwanie. W Death Valley można poczuć się jak na innej planecie – zwłaszcza gdy stoisz samotnie pośrodku solnej pustyni czy patrzysz na cienie tańczące na wydmach. Choć ekstremalne, to również jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie widzieliśmy.


Mesquite Flat Sand Dunes - złote fale pustyni

Zaczęliśmy od Mesquite Flat Sand Dunes – rozległych wydm piaskowych, które wyglądają jak wyjęte z Sahary. Fale piasku ciągnące się aż po horyzont tworzą krajobraz niemal surrealistyczny – prosty, ale jednocześnie pełen subtelnych detali. Ślady węży i drobnych stworzeń przecinają powierzchnię, wiatr przesuwa ziarna piasku, tworząc rytmiczne zmarszczki. Im dalej odchodziliśmy od parkingu, tym bardziej otaczała nas cisza – głęboka, prawie namacalna. Warto wejść na jedną z wyższych wydm i po prostu usiąść – wsłuchać się w pustynię, popatrzeć na zmieniające się światło, poczuć miękkość piasku pod stopami.



Badwater Basin - kraina soli

Następnie dotarliśmy do Badwater Basin – najniżej położonego punktu Ameryki Północnej, leżącego 86 metrów poniżej poziomu morza. To jedno z najbardziej symbolicznych miejsc w całej Dolinie Śmierci, gdzie ziemia pokryta jest grubą warstwą skrystalizowanej soli, tworzącej geometryczne wzory przypominające pajęczą sieć. Krocząc po tej solnej równinie, dnie kontynentu, można poczuć się jak na innej planecie – cisza, rozgrzane powietrze, odbijające się promienie słońca i zupełny brak cienia tworzą doświadczenie niemal mistyczne. Badwater to również niezwykle fotogeniczne miejsce - białe pustkowie w kontraście do intensywnego błękitu nieba, daje niepowtarzalny efekt na zdjęciach.



Artist’s Palette - artystyczna strona pustyni

Kolejnym punktem była Artist’s Palette oraz droga Artist Drive. Wzgórza w tej części doliny zachwycają feerią kolorów – od różu, przez zieleń, aż po fiolet – wszystko to za sprawą naturalnych związków mineralnych. Jazda wąską, krętą drogą wśród tych niezwykłych formacji to czysta przyjemność i uczta dla oczu.



Twenty Mule Team Canyon - kanion dawnych szlaków

Zatrzymaliśmy się też przy Twenty Mule Team Canyon – to krótka, lecz niezwykle malownicza droga gruntowa wijąca się przez surowy, złocisto-beżowy krajobraz Doliny Śmierci. Nazwa nawiązuje do historycznych zaprzęgów mułów, które w XIX wieku przewoziły beczki z boraksem – białym minerałem wydobywanym w tej okolicy – przez setki kilometrów pustyni. Dziś zamiast mułów przemierzamy kanion autem, ale duch tamtej epoki wciąż tu unosi się w powietrzu. Surowe, niemal księżycowe krajobrazy zachwycają swoją strukturą i kolorystyką. To miejsce, które pokazuje jak fascynująco różnorodna może być pustynia.



Furnace Creek - zielona oaza w sercu Doliny Śmierci

Zaskoczyła nas również oaza Furnace Creek, która – mimo położenia w jednym z najgorętszych miejsc na świecie – tętni zielenią i życiem. Jest tu nawet pole golfowe i palmy, co wygląda niemal jak miraż. To doskonałe miejsce na odpoczynek i uzupełnienie zapasów.



Zabriskie Point - panorama malowana przez naturę

Na zakończenie dnia dotarliśmy do Zabriskie Point – punktu widokowego, który zapiera dech w piersiach już od pierwszego spojrzenia. To jedno z najbardziej rozpoznawalnych i malowniczych miejsc w całej Dolinie Śmierci. Z wysoko położonej platformy roztacza się niezwykły krajobraz: fale wypłukanych przez tysiące lat gór i wzgórz, które układają się w złożoną mozaikę fałd i kolorów złota, beżu, brązu i odcieni ochry. Miejsce to zawdzięcza swoją nazwę Christianowi Zabriskie, menedżerowi Pacific Coast Borax Company, która kiedyś działała w regionie. To właśnie w tym krajobrazie znajdowały się złoża minerałów, które transportowano słynnymi zaprzęgami „Twenty Mule Team”. Dziś jednak Zabriskie Point jest symbolem nie dzikiego przemysłu, lecz pustynnego piękna i ciszy. Warto przyjść tu o świcie lub tuż przed zachodem – wtedy światło najlepiej podkreśla fakturę terenu, a cała okolica wydaje się niemal nierealna. To był magiczny moment, pełen ciszy, światła i refleksji – idealne zakończenie intensywnego dnia.



Las Vegas - tam, gdzie zaczyna się przygoda

Las Vegas to nie tylko światła i kasyna. To również brama do jednych z najbardziej niezwykłych miejsc na amerykańskim zachodzie. Jeśli jeszcze nie byliście – warto, chociaż raz w życiu. Jeśli już byliście – zawsze można wrócić, bo za każdym razem odkrywa się coś nowego. To miejsce, z którego łatwo wyruszyć w podróż do najbardziej niezwykłych zakątków południowego zachodu USA.

Komentarze


Powered and secured by Wix

bottom of page