Nowy Meksyk - niedoceniony klejnot południowego zachodu USA
- Marzena Lukasiewicz
- 4 sie 2025
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 30 lis 2025
Choć Nowy Meksyk rzadko trafia na listy najpopularniejszych kierunków podróży po Stanach Zjednoczonych, zdecydowanie nie powinien być pomijany. Gdy większość turystów wybiera Kalifornię, Nowy Jork czy słoneczną Arizonę, my postanowiliśmy zboczyć z utartego szlaku i wybraliśmy się w podróż przez Nowy Meksyk. Przylecieliśmy do El Paso w Teksasie i stamtąd rozpoczęliśmy trasę przez stan, który zachwycił nas swoją surową urodą, spokojem, różnorodnością krajobrazów i wyjątkową, lokalną kulturą.
El Paso – gdzie Meksyk spotyka Teksas
Nasza przygoda rozpoczęła się w El Paso, mieście położonym na granicy z Meksykiem, gdzie kultura latynoska miesza się z amerykańską codziennością. Choć El Paso mieście się w Teksasie, jego klimat i kolorystyka idealnie wprowadziły nas w atmosferę południowego zachodu. Zrobiliśmy krótki spacer po centrum, spróbowaliśmy pysznych tacos z lokalnej knajpki, a następnie wybraliśmy się na mały hike w Franklin Mountains State Park – rewelacyjne miejsce, gdzie pustynny krajobraz spotyka się z surowym pięknem gór. Widoki ze szlaku były niesamowite, a cisza i przestrzeń pozwoliły na chwilę wyciszenia przed dalszą podróżą. Po tej rozgrzewce ruszyliśmy dalej – w stronę Nowego Meksyku.
Las Cruces – początek pustynnej przygody
Las Cruces, choć niewielkie, zaskoczyło nas swoją autentycznością. Otoczone pustynnymi wzgórzami i pełne kolorowych murali miasteczko było naszym pierwszym przystankiem w Nowym Meksyku. Spacer po starym mieście, lokalne jedzenie i i spokojna atmosfera sprawiły, że na moment zatrzymaliśmy się w biegu. To właśnie tutaj zatrzymaliśmy się na noc, by następnego dnia o świcie wyruszyć w stronę White Sands National Park.
White Sands National Park – magia o wschodzie słońca
Do White Sands National Park dotarliśmy jeszcze przed świtem, chcąc zobaczyć wydmy w najpiękniejszym świetle. Gdy słońce zaczęło powoli wynurzać się zza horyzontu, białe jak śnieg wydmy z gipsu zalśniły pastelowymi odcieniami różu, błękitu i złota. Otaczała nas cisza, delikatny wiatr i nieskończone fale miękkiego, chłodnego piasku.
Park leży w sercu pustyni Tularosa i obejmuje największe pole gipsowych wydm na świecie. To właśnie ten jasny, niemal śnieżnobiały gips sprawia, że krajobraz przypomina zimową scenerię, mimo że temperatura potrafi być pustynnie wysoka. Co ciekawe, piasek nie nagrzewa się tak bardzo jak klasyczny, dzięki czemu można chodzić boso – nawet w środku dnia.
W parku są dostępne różne szlaki – od krótkich spacerów po oznaczonych trasach, po dłuższe wędrówki w głąb pustyni, gdzie naprawdę można się zgubić w białym bezkresie. My zdecydowaliśmy się na prosty szlak Playa Trail, który przy porannym świetle wyglądał jak bajkowa sceneria. Zatrzymywaliśmy się co chwilę, robiąc zdjęcia, bawiąc się piaskiem i po prostu chłonąc ten niezwykły spokój.
Santa Fe – artystyczne serce stanu
Santa Fe skradło nasze serca. Kolonialna architektura z adobe, galerie sztuki, lokalne rynki i niezliczone sklepiki z rękodziełem tworzą niepowtarzalny klimat tego miasta. Spacerując po starym mieście, na każdym kroku widać tu silny wpływ kultury latynoskiej, która nadaje Santa Fe unikalny charakter. Hiszpańskie dziedzictwo miesza się tu z tradycjami rdzennych ludów i nowoczesną sztuką, tworząc fascynującą mozaikę – wszystko wydaje się takie klimatyczne i autentyczne.
Albuquerque – miasto z filmu
Choć naszą bazą wypadową był resort na obrzeżach miasta, nie mogliśmy ominąć samego Albuquerque – największego miasta Nowego Meksyku. Tutejszy klimat to ciekawe połączenie miejskiego zgiełku i pustynnego spokoju. Spacerowaliśmy po historycznym Old Town, pełnym adobe budynków, lokalnych galerii, restauracji i sklepików. Co ciekawe, to właśnie tutaj kręcono słynny serial Breaking Bad, a miasto wciąż żyje tą legendą – można nawet wybrać się na specjalne wycieczki śladami Waltera White’a.
Hyatt Regency Tamaya Resort – jesienny raj u stóp gór
Zatrzymaliśmy się w Hyatt Regency Tamaya Resort, położonym w niezwykle malowniczym miejscu – pomiędzy górami Sandia a doliną Rio Grande. Jesienią okolica wyglądała szczególnie malowniczo – pełna złotych odcieni. W samym resorcie panowała cisza i spokój, idealne warunki do odpoczynku. Przechadzaliśmy się po pięknych ścieżkach spacerowych biegnących przez teren należący do lokalnego plemienia Santa Ana, chłonąc naturę i kolory jesieni.
Hotel zapewnił nam rowery, dzięki czemu mogliśmy swobodnie eksplorować okolicę. Jednym z najmilszych wspomnień była przejażdżka konna po otwartych przestrzeniach z widokiem na góry. Wieczorami relaksowaliśmy się przy ogniu, delektując się spokojem i ulubionym drinkiem. Tamaya urzeka nie tylko wysokim standardem, ale przede wszystkim harmonią z naturą i wszechobecnym spokojem.
Nowy Meksyk – stan, który warto odkryć
Nowy Meksyk to nie tylko pustynia. To kalejdoskop kultur, krajobrazów i kolorów. Zdecydowanie mniej zatłoczony niż popularne stany, a przez to bardziej autentyczny i spokojny. Jeśli szukacie miejsc poza utartym szlakiem, które zaskoczą Was swoją różnorodnością – koniecznie dodajcie Nowy Meksyk do swojej podróżniczej listy!



















































































































































































































































Komentarze